"Music For Umbrellas" Sing Sing Penelope

Jachna-Gorzycki-Mackiewicz-Węcławek-Glazik

         "Czasami mam ochotę zabawić się w „futurologa” i napisać recenzję płyty przed jej wysłuchaniem. W wielu przypadkach miałbym dość dużą szansę, by moje „proroctwa” pokryła się z rzeczywistością. Jednakże w odniesieniu do nowej muzyki Sing Sing Penelope byłby to daremny trud i całą pracę diabli by wzięli. Nuty uwiecznione na „Music for Umbrellas”, w porównaniu z debiutanckim albumem zespołu, są lepiej poukładane, mniej jest żywiołowego spontanu, więcej dyscypliny i powściągliwości, a jednocześnie twórczość kapeli nie straciła na emocjonalności. Konstrukcje poszczególnych utworów są bardziej wyważone, sposób budowania napięć - dojrzalszy. Dużo jest w nowej muzyce SSP spokoju, przestrzeni, refleksyjności, oszczędnych, wysmakowanych planów instrumentów elektronicznych (SSP to kolejny zespół w którym do łask powracają stare, dobre brzmienia analogowych syntezatorów, organów, elektrycznego pianina), ale są też konkretne, motoryczne groovy, mocne riffy instrumentów dętych i spora dawka dobrej energii. Nie są to zmiany szokujące, ale wypada zauważyć, że w przypadku zespołów szukających inspiracji w muzycznie buzujących latach 60. i 70. ochota do radykalizacji, czy wręcz anarchizacji muzyki bywa przemożna. Sing Sing Penelope idzie inną drogą, zachowując przy tym ciągłość stylistyczną. Bywa też, że zespoły stosujące elektroniczne instrumentarium oraz rockowe struktury rytmiczne z czasem coraz bardziej zaczynają grawitować w stronę rocka, upraszczają formę, a improwizacja zaczyna przegrywać z tym co ściśle ustalone. Także w tych elementach, z jazzowego puktu widzenia, SSP idzie w stronę rozwoju, nie redukcji..... 
 O głównym nurcie albumu decydują (...) takie utwory, jak ballady „Chickens” (z solem Jachny, który inteligentnie, bez cienia epigonizmu, czerpie z Tomasza Stańki) i „La couchette”, soczysty „Black Minority”, który jako żywo przywodzi na myśl dokonania Pharoaha Sandersa (świetne, potężnie brzmiące partie Glazika), czy pulsujące napięciami „Walce bydgoskie”, a więc utwory o stricte jazzowym, akustycznym charakterze, w których instrumenty elektryczne i elektroniczne (grający jak zwykle z wyczuciem i inteligencją jedynie celne i ważone dźwięki Daniel Mackiewicz) stanowią jedynie subtelne, nie wybijające się, choć istotne dopełnienie.
„Music for Umbrellas”, mimo uwag, to znakomita płyta. Jeżeli zespół nie straci zapału i weny jego przyszłość będzie malować się nader interesująco." 
Robert Buczek (Jazz Forum): 

(...) Jeżeli nasłuchaliście pochwał na temat Cinematic Orchestra i wrocławskiego Skalpela, a z drugiej strony uważacie, że w gruncie rzeczy niewiele się dzieje w tej muzyce spod znaku Ninja Tune... Jeżeli lubicie klimatyczny, mroczny i odrobinę transowy jazz, przypominający trochę ścieżkę dźwiękową do kryminału, proszę zaopatrzyć się w ten krążek. Sing Sing Penelope udowadnia, że można twórczo rozwijać dorobek wypracowany w latach dziewięćdziesiątych przez polską scenę jassową. Udowadnia też, że po trzydziestu latach ciągle jest mnóstwo rzeczy do odkrycia w stylistyce, którą Miles Davis uprawiał w latach siedemdziesiątych. I nie trzeba przy tym popadać w miałkie i prowincjonalne fusion. Po trzecie zaś Sing Sing Penelope udowadnia, że krwisty i klimatyczny jazz podlany elektronicznym sosem może smakować prawie każdemu.

Janusz Jabłoński (Radio Kraków)