"Katahdin" Innercity Ensemble

Jachna-Ziołek-Popowski-Iwański-Maćkowiak-Dziubek-Kołacki

INERCITY ENSEMBLE: kolektyw, czy jak kto woli supergrupa, którą tworzą znani i lubiani muzycy z takich grup jak m.in. Sing Sing Penelope, Something Like Elvis, Ed Wood, HATI, Grobbing Thristle.

Tworzą dźwięki transowe, medytacyjne, jednak pełne ulotnych melodii i mimo surowości instrumentarium, zachowujące wewnętrzny spokój. Ich twórczość czerpie silne inspiracje z muzyki etnicznej, jazzu, noise'u, muzyki drone i ambient, natomiast ogólne założenia i duch artystyczny kolektywu zbieżny jest z takimi improwizującymi formacjami jak No-Neck Blues Band, Jackie o'Motherfucker, Sunburned Hand Of The Man, Embryo, Parson Sound, Sun Araw itp.

Debiutancka płyta powstała jako efekt trzydniowej improwizowanej sesji w bydgoskim klubie Mózg w sierpniu 2011r. Została nagrana w składzie: Radek Dziubek, Rafał Iwański, Wojtek Jachna, Rafał Kołacki, Artur Maćkowiak, Tomek Popowski, Kuba Ziołek. Materiał zarejestrował Jarek Hejmann z Madżonga Studio.

"KATAHDIN to nie jedynie tajemniczo-brzmiące-nic-nie-znaczące słowo, lecz nazwa najwyższego szczytu górskiego w granicach staniu Maine w USA. Górę widzimy już na okładce albumu, w szkicowym czarno-białym ujęciu, słowo natomiast wywodzi się z języka Indian Penobscot i oznacza „Najwspanialszą górę”, co również sugeruje nam, że była ona miejscem świętym i przedmiotem kultu pobliskich plemion. Trudno mi uciec od takich skojarzeń głównie ze względu na zainteresowania Kuby Ziołka mistycyzmem i tajemnicą - zarówno tą spod znaku Georgesa Bataille’a jak i Roberta Antona Wilsona - o której wspominał ostatnio w wywiadziedla naszego serwisu. Co natomiast my, okresowo zainteresowani wszystkim młodzi ludzie, słyszymy z takich wpływów w muzyce? Coś słyszymy.
Fascynacja toposem Świętej Góry to dość wdzięczny temat pod kolektywną improwizację. Nawet jeśli nie służył muzykom w trakcie nagrywania materiału, a powstał niejako post factum, jako zabieg marketingowy, nic nie szkodzi, ponieważ obcowanie z gotowym produktem pozwala nam na zawiązywanie takich planów skojarzeniowych. W mgnieniu oka przychodzi na myśl Thomas Merton i jego fascynacja świętą himalajską górą Kanczendzonga – Pięć Skarbów pod Wielkim Śniegiem – opisana w „Dzienniku azjatyckim”. 13 listopada 1968 roku Merton pisze: „[…] i widać było Kanczendzongę, niewyraźną w świcie i we mgle, nie ubarwioną słońcem lecz przypominającą gołębia swoją błękitną szarością [...] widok tej góry jest nieporównywalny z niczym innym”. 17 listopada wspomina o „pokusie spojrzenia ukradkiem na górę, mimo wszystko przed mszą”. 19 listopada śni mu się, że Kanczendzonga ma drugą stronę, której nigdy nie sfotografowano i nie umieszczano na pocztówkach, że „jest to jedyna strona, którą warto oglądać”. To doszukiwanie się tajemnicy w miejscu, przestrzeni, obiekcie monumentalnym, z niesamowitą dowolnością można przekazać za pomocą dźwięku, oddać w atmosferze za pomocą gestów „nie posiadających kształtu”.
I tak właśnie brzmi „Katahdin” – gesty są rozmyte, przesycone jakby generowanym elektronicznie pogłosem, mimo to muzyka zachowuje w większości czysto akustyczny wymiar. Potraktowałem niniejsze LP jako bezpośrednie przedłużenie wcześniejszego, debiutanckiego EP, wszak obie nagrane były w tym samym przysiadzie, w trakcie trzydniowej sesji w bydgoskim Mózgu, tajemnica nie jest również, że muzycy Innercity Ensemble są szczególnie doświadczeni i uzdolnieni w sztuce improwizacji.
Płyta rozpoczyna się „Wschodem Księżyca”, kawalkadą dzwonków i gongów Iwańskiego i Kołackiego, uczestniczymy w procesji gdzieś pośród górskich przełęczy Nepalu. Nie jest to brzmienie nizin ani tropikalnych wysp – podejrzewam więc, że zostajemy wrzuceni w religijno-obrzędowy soundscape właściwy społecznościom wysokogórskim. Dochodzimy do „Czarodziejskiej Góry”, drugiego indeksu na płycie, do Katahdin, świętej góry Indian, i tam rozgrywa się sytuacja magiczna. Radek Dziubek z laptopem w centrum rytualnych tańców, w rytm „Mechanicznej Czelesty”? Czemu nie. Oblewa nas „Ołowiane Słońce”, naszą kolejną „Niedzielę Życia” spędzamy na „Nauce 29 Liter”. Coraz więcej szczegółów i drobnych zakończeń. Kuba Ziołek (m.in. Ed Wood, Tin Pan Alley) nawiązując do „Katahdin” mówi: „[…] pojawia się tam czasem najlepsza muzyka, jaką współtworzyłem w życiu”, z pewnością miał na myśli dwie dynamiczne kompozycje: singlowy „Sin Cara Azul” i „Storm-Stereo”. To momenty zdominowane repetycją i arsenałem dźwiękowym wczesnej elektroakustyki, pozostają w pamięci na dłużej."
Michał Pudło, Screenagers.pl

03. Ołowiane Słońce